Mieszkam w sierocincu od zawsze. Nigdy nie poznałam swojej mamy ani taty. Zawsze byłam sama i inna. Dzieci tutaj mnie nie lubiły. Bili mnie, topili i zamykali w piwnicy do której kazdy bał sie zchodzic ze wzgędu na straszne opowieści opiekunów. Po 17 latach życia w tym piekle nigdy bym sie nie spodziewała że spotka mnie coś dobrego a szczegulnie ze spotkam kogoś kto bedzie mnie kochać że wreszcie zyskam rodzine ale nie taką zwyczajną. Tylko jaki koszt poniose tym szcześciem. Czy uratowanie świata przez jednego anioła nie jest za mało? Jak mam sobie sama poradzić z tym wszystkim. Może i mam pomoc ale to i tak moje zadanie. Nie ważne czy zgine cały świat na mnie liczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz